środa, 26 lipca 2017

Kobieta Las



Śpiew ptaków głaszczący zakamarki Jej uszu,
refleksy słońca nieśmiało zerkające przez szczeliny w koronach drzew pieszczące Jej policzek,
delikatny wiaterek muskający Jej lewe ramię,
przyjemny zapach powietrza odżywiający Ją od środka
i dotyk wilgotnej, delikatnej w swej sile Ziemi pod Jej bosymi stopami.

Świat kobiety. Wielobarwny, różnokształtny, nasycony, bogaty w smaki, zapachy, kolory. Wyrazisty i pieszczotliwy. Ciepły i niesamowicie Żywy!
Może tak siedzieć pod drzewem godzinami.
Jest zmęczona? Nie.
Znudzona? Też nie.

Jest całkowicie połączona. Zsynchronizowana z Symfonią Życia.
Jeden Puls. Jeden Świat.

Wiele razy słyszałam, że trudno jest zrozumieć Kobietę…

Tak jak i trudno jest okiełznać siły natury.
Ani rozum, ani siła nie dadzą, ni jednemu, ni drugiemu rady.



Chcesz poznać świat Kobiety?

Idź do Lasu. Idź tam za dnia w świetle słońca. Idź i w strugach deszczu.
Idź wiosną, latem, jesienią i zimą.
Idź o świcie i o zmierzchu.
Spędź w lesie noc ciepłym latem i noc głęboką zimą.
 Odczujesz może wtedy choć kawałek Jej świata.






źródła zdjęć:

1. https://www.pinterest.co.uk/explore/josephine-wall/

2. http://www.josephinewall.co.uk/spirit_of_the_forest.html

wtorek, 25 lipca 2017

Kroki Kobiecości


Grzmi.
Ona idzie. Krok za krokiem.



Ciężkie, zastałe, duszne powietrze powoli rozpuszcza delikatna woń rześkiej bryzy.

Grzmi.

Przyjemny, wilgotny deszczyk subtelnie dotyka Jej odsłoniętej skóry. Jak tyci paluszki stadka malutkich, ciekawskich i dowcipnych istotek.

Grzmi. Grzmi coraz bardziej. Niebo przecinają świetliste pręgi dumnie ukazując swą szybkość i siłę.

Każdy kolejny błysk zaciekawia.

Wiatr się wzmaga, niosąc powiew świeżości i orzeźwienia.

Krople deszczu już zdecydowanie, absolutnie bez pytania o zgodę, zajmują cały obszar Jej skóry.

Grzmi.

Każdy kolejny grzmot przynosi ulgę i ukojenie. Ten magiczny, czarujący dźwięk. Ta siła, która dotyka każdej komórki Jej ciała.

Nie ma rzeczy niemożliwych! Nie ma wyzwań zbyt dużych! Zawsze jest w nas Siła! Jest, bo jesteśmy nierozerwalną częścią tego świata. Po prostu, tylko nie zawsze ją czujemy, nie zawsze ją dostrzegamy.

Zmoczyło Ją. Całą.

Powiał wiatr. Jeszcze godzinę temu byłby ukojeniem. Teraz, gdy jest cała przemoczona, przyprawił Ją o dreszcze. Ale idzie spokojnie dalej. Nie ucieka. Nie chowa się. Przecież się nie rozpuści. Idzie przemoczona od stóp po głowę.  Ma mokre włosy, rzęsy, twarz, mokrą sukienkę. Cała ocieka deszczem.   Cieszy się …

…coś Jej się przypomniało…

Pamięta jak kiedyś, miała wtedy naście lat, wracała z przyjaciółmi ze spaceru nad Wisłą, gdzie chodzili każdego niemal dnia. Było już późniejsze popołudnie. Rozpoczęło się tak jak teraz, ciężkie powietrze przeszył chłodny wiatr, niebo zaczęło grzmieć i po chwili rozpętała się porządna ulewa. Dużo bardziej obfita i gwałtowna niż ta dzisiejsza. Pierwszą ich reakcją było zaskoczenie i bieg w stronę jakiegoś schronienia. Jednak, kiedy zdali sobie sprawę z tego, że i tak nie uchronią się przed deszczem, że już są zmoczeni do cna, a do schronienia jest jeszcze daleko, odpuścili ucieczkę, spowolnili kroku. Rozglądając się po sobie zaczęli się śmiać, po kilku minutach deszczu wszyscy wyglądali jak zmokłe kury, deszcz dosłownie lał się im po twarzach. Śmiali się głośno. Stali w strugach deszczu i śmiali się, śmieli się śmiechem płynącym z głębi ich wnętrza. Wokół nich momentalnie pojawiło się mnóstwo kałuż. Nie myśląc długo, tzn. w ogóle nie myśląc! Zaczęli po nich skakać, chlapiąc radośnie samych siebie i siebie nawzajem. Podskakiwali, tańczyli, rozbiegali się, by z impetem wskoczyć do kałuży dla lepszego efektu i większej frajdy. Na chodniku, ulicy, wśród patrzących na nich ludzi uciekających przed deszczem lub chroniących się przed nim w samochodach. Cieszyli się, bawili jak małe dzieci, zapomnieli się, całkowicie oddali się magii chwili. Czerpali radość ze spontaniczności, z niecodziennej sytuacji, z poczucia wolności, doświadczenia przemoczenia do suchej nitki, całkowitego zanurzenia butów w wodzie…  jak często sobie na to pozwalamy? Nawet jako nastolatki?!      
Byli, czuli, doświadczali, radowali się życiem…

Idzie dalej. Mokra, owiana chłodnym wiatrem, cały czas kąpana w soczystych kroplach deszczu, uśmiecha się radośnie.



Nie wie, czy to magia chwili, Jej ciało w tysiącu kroplach żywej wody, czy Jej zwiewna, soczyście czerwona sukienka, a może to wszystko razem sprawiło, że poczuła się tak Kobieco? Lekko, czarująco, apetycznie Kobieco.

Wraca do domu, powolnym radosnym krokiem, z uśmiechem na twarzy i blaskiem w oczach … już nie nastolatka, a coraz bardziej świadoma siebie Kobieta.

Wraca szczęśliwa, bogata, lekka i wypełniona Kobiecym Czarem …

…a przecież to był tylko spacer po deszczu…


źródło zdjęć: http://www.tapeciarnia.pl

Puzzle


Są ludzie, którzy nie mają w życiu jednej, wiodącej pasji, ich wnętrze wypełnia wiele, różnorodnych zainteresowań. Często, na pierwszy rzut oka bardzo od siebie odległych, niczym nie powiązanych. Zawsze zachwycało mnie to, dziwiło, zastanawiało, ale i frustrowało. Tym bardziej, że jestem jedną z nich. O ile łatwiej byłoby mieć jedno zamiłowanie, które można by zgłębiać, rozwijać, wzbogacać, w którym można by stać się specjalistą…, ba! Profesjonalistą!

Ale…
Ale to może właśnie tak ma być?! Może powinniśmy zaakceptować ten fakt, że jesteśmy różnorodni i uznać go za swoje bogactwo, swój dar.

Może właśnie ta różnorodność jest naszą pasją, naszą największą umiejętnością?
A może ta wielorakość, różnokolorowość jest czystym, naturalnym stanem? Cechą przypisaną każdemu człowiekowi, każdej żywej istocie?

Nie jesteśmy przecież tylko łagodni, weseli, czuli, uśmiechnięci, sympatyczni, optymistyczni. Odczuwamy też złość, strach, smutek, frustrację, wzruszenie, spontaniczność, a nawet dzikość : ) W niektórych momentach jesteśmy wyciszeni, a kiedy indziej dynamiczni. Czasem potrzebujemy ruchu, ekspresji, a czasem zwykłego pobycia w „bezruchu”. Czasem ciągnie nas do ludzi, a czasem lubujemy się w obecności z samym sobą.


Tak jak w naturze, jest i noc i dzień, i przypływ i odpływ, i słońce i deszcz, i mróz i upał, a także wiele stanów pośrednich. Na wszystko jest miejsce. Mało tego, nie ma jednego bez drugiego. Tak jak tęcza, która by być, by zachwycać potrzebuje i słońca i deszczu. Może to błąd, że często zastygamy wręcz w skrajnościach, definiujemy się, przypinamy metki, ujednolicamy, formujemy w określony kształt. Wszystko co ŻYWE jest przecież  w ciągłym ruchu, przepływie, jest zmienne.
I tak sobie pomyślałam, że może te wielobarwne, rozproszone pasje są jak … puzzle.

Jest ich dużo, ale każdy jest ważny i potrzebny. Bez jednego, nie ma w pełni drugiego. Niektóre z nich będą tworzyły tło, a inne motyw wiodący. Jedne zostaną ułożone wcześniej, by później mogły dołączyć kolejne. Nie może zabraknąć nawet najmniejszego, najbledszego z nich, wszystkie są potrzebne, by stworzyć pełny, kompletny obraz. CAŁOŚĆ.

CAŁOŚĆ, której nie widzimy na początku, tylko ma końcu naszego działania.



źródła zdjęć: http://puzzle.tapeciarnia.pl/josephine_wall?st=1